Akceptujemy karty:

akceptowalne karty

Payu:

płatności
szybki kontakt
Pogotowie maturalne: Prezentacje maturalne - Motyw wojny


II wojna światowa w literaturze i sztuce

Ocena punktowa: 19/20
Liczba stron: 5
Bibliografia: TAK
Ramowy plan: TAK

Multimedia:
Prezentacja multimedialna




Określenie problemu:

Wielość ujęć wojennego tematu, które wzajemnie się uzupełniają, świadczy o ponadczasowej randze tego problemu.

Tresc: Różne sposoby mówienia o II wojnie światowej rozumiem jako wielość odniesień artystów do najtragiczniejszego w dziejach ludzkości doświadczenia w różnych tekstach kultury. Jednocześnie wielość idzie tutaj w parze z różnorodnością środków wyrazu właściwym różnym dziedzinom sztuki. Warto jeszcze dodać, że doświadczenie zbiorowe jest sumą doświadczeń osobistych. Oczywiście w swojej prezentacji odwołam się tylko do wybranych przykładów, jak sądzę reprezentatywnych, dla różnych sposobów mówienia o II wojnie światowej.

Bezpośrednim adresatem wiersza Czesława Miłosza „Przedmowa”, pochodzącego z tomu „Ocalenie”, jest poeta z pokolenia Kolumbów. Być może jest nim Krzysztof Kamil Baczyński. Podmiot liryczny w tym wierszu przemawia z pozycji człowieka, który przeżył wojnę, a jej tragizm złożył się na przeżycie, które nie osłabiło go, lecz wzmocniło. Miłosz zrozumiał bowiem, że po czasie apokalipsy dokonanej należy pisać nie w imię świata, jaki jest, ale jaki być powinien. Autor tego wiersza uznał, że odnalazł właściwą istotę i sens poezji. W „Przedmowie” podmiot liryczny deklaruje, że nie ma już w nim czarodziejstwa słów, zastąpiła je prostota mowy. Podkreśla również, że w rozmowie z umarłym najlepszym językiem jest milczenie. Poeta z pokolenia Kolumbów przedstawiony jest jako ten, który natchnienie czerpał z nienawiści i w ten sposób ustanawiał własne piękno liryczne. Ślepą siłę pojmował jako doskonały kształt. W ten sposób powstawała poezja napiętnowana śmiercią. W „Przedmowie” pada również pytanie: „Czym jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi?”. Jest to pytanie o tyle ważne, że określa nowy stosunek Miłosza do etyki i estetyki. Według autora „Przedmowy” najważniejsza jest etyka, a estetyka jest jej pochodną. Jeśli poezja nie ma mocy ocalającej, to zatraca swój podstawowy sens, ponieważ, w opinii Miłosza, nie służy dobru świata i ludzi.

Podobnie, jak w „Przedmowie” Miłosza, w wierszu Tadeusza Różewicza „Zostawcie nas” podmiot liryczny przemawia jako człowiek, który przeżył wojnę, z tą jednak różnicą, że doświadczenie, jakie z niej wyniósł, uważa za nieprzekazywalne. Druga różnica polega na tym, że przemawia nie tylko w imieniu własnym, ale również swojego pokolenia. Wprowadza także drugi podmiot liryczny, którym jest kobieta. Można uznać, że połączyło ich wspólne ekstremalne przeżycie. To właśnie oni kierują tytułowy apel do tych, którzy urodzili się już po wojnie i nie są w stanie zrozumieć tamtych okrutnych czasów. Środkowa część utworu wydobywa tragizm człowieka czasów wojny, który zazdrościł roślinom, kamieniom i psom, który pragnął być szczurem, pragnął nie być w ogóle, pragnął zasnąć i zbudzić się po wojnie. W tym wierszu słychać głos rozpaczy, ale jednocześnie podmiot liryczny wyraża głębokie przekonanie, że tę rozpacz trzeba nosić tylko w sobie i nie obarczać nią innych, którzy mieli więcej szczęścia, gdyż urodzili się później. Zwraca tutaj uwagę prostota języka poetyckiego, która jednocześnie nie umniejsza, lecz potęguje dramatyzm wyrażanych treści.

Konfrontując wydarzenia z powieści „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego, z biografią autora, możemy utożsamić z nim narratora i jednocześnie głównego bohatera. W czasie tragicznych dla polskiej stolicy wydarzeń jest on jednym spośród setek tysięcy cywilów poddanych codziennym ciężkim doświadczeniom. Nie bierze bezpośredniego udziału w walce, lecz dzieli los tych wszystkich, którzy podczas zmasowanych nalotów przenieśli się do podziemnych labiryntów. Przez długie tygodnie piwnice pod kwartałami domów i łączące je, naprędce sporządzone, korytarze były jedyną przestrzenią dającą nadzieję na przetrwanie. Na górze trwała zacięta walka. Ludzie
z podziemi na ogół wspierali ją moralnie, ale nade wszystko pragnęli przeżyć. Najodważniejsi, na ile to było możliwe, bezpośrednio pomagali powstańcom, narażając się na śmierć, ale przecież pod ziemią też nie było bezpiecznie. Podczas ciężkich walk, z dnia na dzień, rosły zwałowiska gruzów. Ludzie tracili cały dorobek swego życia. Ich dawny świat ostatecznie runął. Szczególnym walorem tego dzieła Białoszewskiego jest język. Krótkie, urwane zdania, czasowniki bezosobowe, wyrazy dźwiękonaśladowcze, słownictwo potoczne, wyrazy nacechowane emocjonalnie, deformacja składni, neologizmy, wykrzyknienia, spiętrzenie czasowników, to środki służące ukazaniu świata zewnętrznego, jak również wewnętrznych przeżyć bohatera – narratora. Białoszewski uznał, że do opisania świata, który popadł w chaos, konieczny jest również język w stanie chaosu. W ten sposób chciał uzyskać równowagę pomiędzy tym, co widziane i przeżywane i tym, co wyrażone w języku.

Tekst z pogranicza reportażu i opowiadania „Niepamięć” z tomu Hanny Krall „Dowody na istnienie” opowiada o losach ludzi, którzy w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego poszukują swojej tożsamości. Zgłaszają się tutaj dawne żydowskie dzieci, które przed dziesiątkami lat w dramatycznych okolicznościach utraciły swoich rodziców. Czytamy o dzieciach wyniesionych z gett w walizce, owiniętych w gazetę, wepchniętych za klasztorną furtę, odnalezionych w pociągu, przemyconych pod długą suknią. Znalazły one schronienie wśród Polaków. W ten sposób ocalały z wielkiej zagłady. Tekst Hanny Krall ma specyficzną budowę, składa się z piętnastu części. To jakby rozsypane paciorki z zerwanej nici. W każdym z nich odnajdujemy jakiś fragment ludzkich losów wyłaniający się w nie do końca wyraźnych konturach. Wszystkie one składają się na obraz tragedii, która dotknęła polskich Żydów. Właśnie ta fragmentaryczność spójna jest z tytułem tekstu. Ukazani w nim pięćdziesięcioletni, sześćdziesięcioletni bohaterowie zachowali w swojej pamięci jakieś zamazujące się z upływem czasu epizody z dzieciństwa. Pragną wypełnić luki w pamięci. Poskładać, do tej pory, szczątkowe życiorysy, poznać całą prawdę o sobie. Z tym właśnie jest największy problem. Szukając swoich żydowskich korzeni, zamieszczają ogłoszenia w gazetach, głównie w Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Oczekują na listy z nadzieją, że ktoś z ich bliskich ocalał i będą mogli się z nim spotkać. Triumfy mieszają się z rozczarowaniami. W tym drugim przypadku najważniejsza jest nadzieja, że w końcu się uda. Kiedy jednak udaje im się odnaleźć swoich żydowskich rodziców są w rozterce. Przecież zmieniono im nazwiska, religię i obyczaje. Tak naprawdę do końca nie wiedzą, kim są. Może, więc lepiej by było, gdyby tragiczna przeszłość pogrążyła się w niepamięci.

Obraz „Rozstrzelanie z chłopczykiem” należy do serii ośmiu płócien namalowanych przez Andrzeja Wróblewskigo w 1949 r. Tematem wszystkich jest moment egzekucji ukazany z ogromnym autentyzmem. Uderzająca prawda tych przerażających obrazów wynika z osobistych doświadczeń artysty, który z pewnością był wielokrotnie świadkiem bicia, łapanek, rozstrzeliwań. Na omawianym przeze mnie obrazie widzimy trzy postacie. Po prawej stronie wyłania się postać w granatowym garniturze, której twarz celowo niemieszcząca się w ramach obrazu, pozostaje nieznana. Mężczyzna ten oczekuje na egzekucję. Po stronie lewej stoi sinoniebieski, ubrany jedynie w krótkie spodenki, bosy chłopiec ze spuszczoną głową. Wreszcie na pierwszym planie, w samym centrum obrazu, widzimy ciało w zadziwiająco rozdzielonych częściach. To ubrane w garnitur i krawat martwe już szczątki jakiegoś mężczyzny. Cały obraz zdominowany jest przez zimny błękit, który potęguje wrażenie smutku i pustki. Kim jest widziana po prawej stronie postać o niewidocznej twarzy? To najprawdopodobniej ten sam mężczyzna, którego szczątki widzimy na planie pierwszym. Wróblewski w całej serii „Rozstrzelań” ukazuje często tego samego człowieka tuż przed śmiercią i zaraz po egzekucji. Artysta w dramatyczny sposób uwiecznił tym samym ten nieuchwytny moment przejścia z życia do śmierci. Jaki jest zatem człowiek w obliczu śmierci? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Na obrazie jego twarz jest niewidoczna, ale spokojna postawa, założone z tyłu ręce uderzają siłą spokoju. Stojący nieopodal chłopiec spogląda na ziemię, czy może raczej na znajdujące się przed nim pokawałkowane zwłoki. Kim jest to dziecko? Czy ono również oczekuje na śmierć? Dlaczego jego twarz, w odróżnieniu od twarzy mężczyzny w garniturze, jest wyraźnie widoczna? Podążając za symbolicznymi treściami na płótnach Wróblewskiego skłaniałabym się ku tezie, że jest to świadek rozgrywającej się zbrodni – mały chłopiec widzący śmierć swego ojca, nad którego ciałem właśnie stoi. W ten sposób treści tego płótna dotykają także rzeczywistości żyjących. Słysząc tytuł „Rozstrzelanie” możemy spodziewać się ogromnego patosu, dramatyzmu, krzyku i pewnie widoku krwi. I dlatego zaskakujący jest sposób ujęcia tego tematu przez Wróbewskiego. Zamiast patosu – chłód. Zamiast dramatyzmu – wszechogarniająca pustka. Zamiast krzyku – cisza. Wreszcie zamiast bryzgów krwi – porozdzielane z zimną precyzją szczątki ciała, niczym przestrzenne figury geometryczne. „Rozstrzelania” Andrzeja Wróblewskiego, jak zresztą wiele innych płócien malarzy polskich, zainspirowały Jacka Karczmarskiego do napisania słów oraz skomponowania muzyki. I tak powstała jeszcze jedna ważna pieśń tego polskiego barda.

Temat obozu koncentracyjnego przewija się w wielu spektaklach Józefa Szajny. Warto przypomnieć, że ten artysta był więźniem obozu Oświęcim – Brzezinka. Skazany na śmierć, niemal cudem ocalał. Teatralny kształt „Repliki” poprzedziła instalacja plastyczna, której częścią składową była „Ściana butów”. Z pewnością inspiracja do powstania tego teatralnego arcydzieła pochodziła również z rysunków artysty, takich jak: „Mrowisko”, „Karna kompania”. W „Replice” najważniejszą rolę odgrywa przestrzeń oraz współistnienie sceny i widowni. Ci ostatni od razu włączali się integralnie w przestrzeń i znaczenie widowiska. Kiedy wchodzili po schodach, ich ruch konfrontowany był z bezruchem zużytych butów ułożonych na drabinie. Stwarzał sytuację ostateczną, sytuację zagrożenia Przechodząc przez kolejne wycięte w kształt strzelniczej, powiększonej półsylwetki ludzkiej, przejścia widz wkraczał w labirynt i piekło. Był jednym spośród skazanych na zagładę, ludzkim numerem w masie innych. Podczas tej drogi mógł zobaczyć wydrapanych, byle jak na ścianie, kilka prostych słów: woda, fotografia, ziemia, proteza, pomóż. To był klucz przebytej drogi i klucz spektaklu. Podczas trwania właściwej akcji widzowie – obserwatorzy i aktorzy – ludzkie larwy, odrodzone, zmartwychwstałe ze śmietnika – cmentarzyska cywilizacji, pozostawali w nierozerwalnej jedności. Publiczność, która bez słowa i gestu przebyła wcześniej drogę zagłady stała się równie biernym świadkiem wydarzeń. Milcząca i nieczuła jak manekiny, które aktorzy odgrzebywali z czułością, z dymiącego jeszcze śmietnika. Jednym z najbardziej wstrząsających obrazów w „Replice” jest scena komunii przez ziemię. Aktorzy w workowatych ubraniach, ludzkie maszkary ocalałe z kataklizmu, dopiero, co wyłonili się ze śmietnika – cmentarzyska cywilizacji. Ziemia ma zaświadczyć o ich istnieniu, przyjąć ich do siebie, a także ofiarować innym.

Czesław Miłosz w „Przedmowie” dokonał osobistego rozrachunku z wojną i ludźmi, którzy byli jej ofiarami. Dotyczy to także poetów z kręgu „apokalipsy spełnionej”. Jednocześnie ogłosił swój nowy program poetycki, któremu pozostał wierny przez następne dziesiątki lat. Tadeusz Różewicz w wierszu „Zostawcie nas” ukazał człowieka wojny, który wie, że następne pokolenia nie potrafią zrozumieć tego, co wówczas się wydarzyło. Lepiej, aby żyły własnym życiem, bo istnieje przecież jakaś nadzieja, że w ten sposób przywrócą światu fundamentalne ludzkie wartości. Miron Białoszewski w „Pamiętniku z powstania warszawskiego” spojrzał na wojnę oczyma cywili, którzy rzuceni w chaos świata, starali się na różne sposoby przetrwać. Najważniejsza była tutaj wspólnota. To ona dawała, tak wówczas potrzebną siłę i nadzieję. Hanna Krall w „Niepamięci” przywołuje tragizm i koszmar holokaustu i jego, rozciągnięte na dziesięciolecia, następstwa. Andrzej Wróblewski stworzył na swoich płótnach wizerunki rozstrzelanych. Ukazał ten temat w szczególny sposób. To, co najważniejsze zdaje się istnieć poza rzeczywistością bezpośrednio przedstawioną. „Rozstrzelania” zainspirowały Jacka Kaczmarskiego do własnego odniesienia się do tego tematu. Józef Szajna w „Replice” wykorzystał różne części wcześniejszej instalacji plastycznej. W swoim spektaklu dokonał swoistego połączenia sceny i widowni. Po wielu latach powrócił w swoim dziele do tragicznych osobistych doświadczeń. Stąd niezwykła siła i przejmująca prawda „Repliki”. Przywołane działa sztuki zdają się wzajemnie uzupełniać swoimi treściami tworząc wspólny obraz wojennej katastrofy, bardzo ważny jest nie tylko sens, ale i ekspresja związanych z wojną tekstów kultury, która może poruszyć wrażliwość i wyobraźnię powojennych pokoleń.

Wszyscy artyści bezpośrednio doświadczyli na sobie skutków wojny i dlatego ich dzieła są świadectwem tamtych czasów. Mówią, iż nie tylko śmierć milionów, ale również śmierć każdego człowieka jest takim samym dramatem, a miniony czas nie zawsze goi rany, tragiczne wydarzenia ciągle są żywe w świadomości i pamięci tych, którzy przeżyli. Wielość ujęć wojennego tematu świadczy o ponadczasowej randze tego problemu.