Akceptujemy karty:

akceptowalne karty

Payu:

płatności
szybki kontakt
Pogotowie maturalne: Prezentacje maturalne - Motyw dziecka


Portrety rodziców i dzieci w utworach literackich różnych epok

Ocena punktowa: 17/20
Liczba stron: 5
Bibliografia: TAK
Ramowy plan: TAK

Multimedia:
brak




Określenie problemu:

Wzajemne stosunki między rodzicami i ich potomkami, cechują się na tyle rozbudowaną gamą tworzących je odczuć i emocji, że stały się częstym tematem utworów literackich.

Tresc: Z socjologicznego punktu widzenia, rodzina jest najstarszą, najpowszechniej występującą grupą społeczną, stanowiącą fundament całego społeczeństwa. Obecnie obserwuje się zanik rodzin tradycyjnych, w których więzi emocjonalne i wszelkie kontakty podtrzymywane są przez pokolenia. Następuje natomiast wzrost liczby „rodzin nuklearnych”, obejmujących tylko rodziców i dzieci, czyli osoby, bez których pojęcie „rodzina” w ogóle nie ma prawa istnieć. To właśnie relacje między dziećmi, a rodzicami kształtują tę najistotniejszą grupę. Ich wspólne przeżycia, wspomnienia oraz przede wszystkim wzajemne uczucia i emocje. Bardzo ważny jest też proces socjalizacji pierwotnej, w którym dziecko pozyskuje od rodziców całą wiedzę o świecie, sobie samym jako człowieku, oraz normach i wartościach, do jakich przyjdzie mu się w życiu stosować. Wzajemne stosunki między rodzicami i ich potomkami, cechują się na tyle rozbudowaną gamą tworzących je odczuć i emocji, że stały się częstym tematem filmów oraz utworów literackich.

Temat ten fascynował autorów wszystkich epok. Mimo tego nie zdołali go wyczerpać, gdyż pomimo swojej powszechności, motyw: rodzice-dziecko, nie jest prosty do zinterpretowania. Na interpretację, składają się przecież najczęściej własne przeżycia i obserwacje. I także autorzy dzieł literackich patrzyli na swoich dorosłych bohaterów i ich dzieci subiektywnie, poprzez pryzmat własnego świata i swoich, osobistych doświadczeń. Dlatego też, temat ten na przełomie wieków nie stracił swojej atrakcyjności. Zaprezentowane utwory, pokazują, że rodzice i dzieci prezentują różne postawy, a ich wzajemne relacje, przedstawione są na różnorodnych płaszczyznach, co związane jest z odmiennymi charakterami bohaterów i czasami, w jakich żyją. Czy jednak jest coś, co łączy wszystkie postacie, stworzone przez autorów w poszczególnych epokach? Czy istnieje jakaś cecha, której braku nie można zarzucić żadnemu z rodziców i żadnemu z ich dzieci? Jeśli tak, jaka?

W literaturze antycznej, temat rodziców i dzieci pojawia się dosyć często: Dedal ojciec Ikara, Lajos i Jokasta – rodzice Edypa, Achilles – syn Peleusa i w końcu, Kora – córka Demeter, o których mit pozwolę sobie przytoczyć. Demeter była przez wszystkich czczoną boginią plonów, dającą życie całej naturze. Wraz z Zeusem miała córkę – Persefonę, zwaną Korą. Pewnego dnia zostawiła dziewczyną na łące pod opieką nimf, bezwzględnie zakazując jej zrywania narcyzów, które były kwiatami zwodniczymi, poświęconymi bóstwom podziemnym. Mimo to Hadesowi – władcy podziemia, od dawna zakochanym w Korze, udało się zwabić ją właśnie tym kwiatem. Dziewczyna zerwała go, po czym trafiła do Tartaru. Zrozpaczona Demeter wszędzie szukała córki, lamentowała ukrywając się przed ludźmi. Jej zachowanie było typową reakcją matki, która straciła dziecko. Bogini cierpiała, a wraz z nią cierpiała cała natura. Na Ziemi zapanowały susze, będące przyczyną nieurodzaju. Może nasuwać się stwierdzenie, że Persefona sama sobie była winna, gdyż nie usłuchała zakazu swojej kochającej matki, ale dla jej rodzicielki nie miało to większego znaczenia. Jedynym jej celem było odzyskanie córki, dla którego była zdolna zrobić wszystko. Cały mit kończy się szczęśliwie. Zeus występuje tu w roli mediatora, odnajdującego wyjście niekrzywdzące żadnej ze stron. Zgodnie z postanowieniami kompromisu, część roku Kora miała spędzać w Tartarze, a część wraz z Demeter. W rezultacie światu zostaje przywrócona harmonia, wszystko odżywa. Na Ziemi może panować, więc wiosna i lato. Jesień i zima przypadają natomiast na okres pobytu Kory w Tartarze. Wówczas świat smutnieje, traci barwy i otacza się szarością, co jest wyrazem tęsknoty bogini. Wzór rodzica zaprezentowany w tym micie, łączy w sobie wiele rodzicielskich rozterek związanych z nieposłuszeństwem dzieci i ponoszeniem konsekwencji za czyny swoich pociech. Ceną, jaką zapłaciła Demeter za nieroztropność i brak posłuszeństwa Kory było cierpienie i tęsknota.

Jako kolejne przedstawię relacje panujące w Świętej Rodzinie. Józef to opiekun Jezusa, mąż Marii. Czuje się odpowiedzialny za Syna Bożego, którego dane mu jest wychowywać. Ewangelia obrazuje go jako człowieka sprawiedliwego, prawego, dbającego o dobro i bezpieczeństwo rodziny. Kiedy Jezus przychodzi na świat, asystuje przy jego porodzie, następnie w osiem dni od narodzin dokonuje obrzezania i nadaje mu imię. Czyni zatem wszystkie, tradycyjne ojcowskie powinności tamtych czasów. Wielkość świętego Józefa udowadnia jednak najlepiej jego miłość wobec syna. Jak pisali apostołowie - jest to uczucie, którego nie sposób zmierzyć żadną miarą. Od dzieciństwa po dorosłość, Józef prowadzi Jezusa przez życie, wychowuje go, uczy modlitw i dzieli się z nim własnym doświadczeniem. Syn nie pozostaje mu dłużny. Darzy go ogromnym szacunkiem i miłością, stale pomaga mu w pracy i okazuje posłuszeństwo. Podobną postawę Chrystus prezentuje wobec matki – kobiety jego życia. Choć Ewangelia nie pomija też szorstkości Syna wobec Maryi, jej przykłady to choćby odpowiedź na wiadomość, że jego matka chce z Nim mówić, stwierdza wówczas: „Któż jest moją matką (…) kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten mi jest bratem, siostrą matką”. Zdawać się może, że takie słowa raniły Maryję, gdyż mogła się czuć wtedy niedowartościowana, sądzę jednak, że znała swoją rolę w planie zbawienia i nigdy nie wątpiła w miłość swojego Syna, tak jak i on nie wątpił w jej miłość. W Biblii ukazane są dwa motywy matki – matki radosnej - podczas zwiastowania i matki cierpiącej – obecnej na Golgocie, podczas ukrzyżowania i śmierci Chrystusa. Oba te motywy bardzo chętnie wykorzystywane były w literaturze późniejszych epok, stworzono między innymi wówczas model mater dolorosa - matki boleściwej. Świętą Rodzinę uznaje się za prototyp rodziny chrześcijańskiej, żyjącej we wzajemnej miłości i w pełni zawierzonej Bogu. Stanowi ona pewien, jakże niedościgniony wciąż ideał.

Współczesnym jednak, zapewne, o wiele bliżej do obrazu rodziny z następnej, omawianej powieści - „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Pulcheria Raskolnikowa w powieści ukazana jest, jako prosta kobieta, pełna wiary w talent i sukcesy syna. Za wszelką cenę stara się zdobyć pieniądze na jego kształcenie i utrzymanie w Petersburgu. Jest uosobieniem matczynego ciepła. Przedkłada nad własne potrzeby, potrzeby swojego pierworodnego. Kiedy przybywa do Petersburga, zastaje syna w bardzo złym stanie, chłopak mdleje, miewa halucynacje i majaczy, poza tym prezentuje wobec niej postawę wyjątkowo obojętną i chłodną. Raskolnikowa, nie chce zaakceptować prawdziwych przyczyn choroby syna, zbrodnia nie mieści się w jej systemie wartości. Nie potrafi więc, oswoić się z faktem, że jej ukochany syn jest mordercą. To wszystko doprowadza ją do choroby psychicznej, całymi dniami milczy lub wręcz przeciwnie, bez przerwy opowiada o swoim synu, planach i nadziejach z nim związanych. Obłęd ten stopniowo się pogłębia, aż wreszcie kobieta umiera. Tę samą bohaterkę Dostojewski ukazał także jako matkę Duni – siostry Rodiona. Pulcheria darzy dziewczynę równie wielką miłością, jak syna, chociaż popiera jej poświęcenie się dla dobra brata, czym ma być ślub z bogatym Piotrem Łużynem. Możemy wywnioskować zatem, że to nie córka była „oczkiem w głowie” pani Raskolnikowej, i że to nie jej przypadła rola „gloryfikowanego dziecka”. Mimo tego, że to właśnie Dunia przebywała stale z matką i, że to ona otaczała ją opieką, podczas gdy syn odnosił się do niej nad wyraz oschle. Nie możemy jednak stwierdzić, że Rodion nie kochał matki, on po prostu zatracając swoją moralność, zatracił też zdolność do okazywania uczuć. Nie była w stanie nawet, wywrzeć na nim wrażenia wieść o jej śmierci.

Kolejnymi bohaterami, których wzajemne relacje zaprezentuję, są Sonia i jej ojciec – Siemon Marmieładow. Marmieładowa, Dostojewski ukazał, jako upadłego radcę tytularnego, cierpiącego na chorobę alkoholową. Jest to człowiek, zdający sobie sprawę z własnej odpowiedzialności za złą sytuację w swoim domu i zejście swojej pierworodnej córki na złą drogę. Marmieładow jest jednym z najbardziej tragicznych bohaterów „Zbrodni i kary”. Podczas swojej, wygłaszanej na forum publicznym spowiedzi, stawia się w stan samooskarżenia. Wszystko, co mówi jest dowodem upadku, ale i krzykiem rozpaczy i wyzwoleniem resztek wyższych uczuć, których wódce jeszcze nie udało się zniszczyć. Mężczyzna ma nadzieję, że córka mu wybaczy, kocha ją i to do niej kieruje swoje ostatnie słowa „Soniu! Córko! Daruj!”. Sonię poznajemy właśnie w momencie śmierci jej ojca, pośrednio natomiast z jego, wspominanej już, publicznej spowiedzi. Jest młodą dziewczyną, która, poświęcając się dla dobra żyjącej w biedzie rodziny, postanawia zająć się prostytucją. Ojciec stale wykorzystuje jej dobre serce i łagodność, prosząc ją o pieniądze na wódkę, ta natomiast wiedząc jego cierpienie, nie potrafi odmówić. Dostojewski nie poddaje żadnej wątpliwości, miłości Soni do ojca. Dziewczyna kochała go, mimo że był on odpowiedzialny za jej ubóstwo i moralny upadek. Jest to zatem przykład, idealnej miłości dziecka do rodzica. Miłości, która pozwala wszystko wybaczyć.

Pozostając przy postaci Soni, należy wspomnieć też o jej stosunkach z macochą Katarzyną Iwanowną. Katarzyna jest z pozoru hałaśliwą, opryskliwą kobietą, ale naprawdę przepełnia ją czułość i troska o dzieci. Wywodzi się z dobrego domu, więc tym trudniej jest jej dźwigać krzyż w postaci codziennego zmagania się z mężem pijakiem i dotkliwym brakiem pieniędzy. To ona stale nękając Sonię pretensjami, iż ta nie może znaleźć zatrudnienia jako szwaczka, nakłania ją do wyjścia na ulicę i rozpoczęcia „kariery” prostytutki. Nie ma prawa, zatem w żaden sposób krytykować jej za to posunięcie i nie robi tego. Wręcz przeciwnie, docenia jej poświęcenie się dla rodziny i darzy dziewczynę szczególnym szacunkiem, o czym można się przekonać, gdy na stypie po Marmieładowie, mówi zebranym, że nie są warci nawet małego palca Soni. Postać Katarzyny jest doskonałym przykładem, pokazującym, że macocha także potrafi kochać swoje przybrane dziecko. Jest to zupełne przeciwieństwo, najpopularniejszej literackiej macochy, z bajki o Kopciuszku.

Kolejnym utworem obrazującym relacje między dziećmi, a rodzicami jest według mnie „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego. Autor przedstawia tutaj obraz rodziny Baryków – Cezarego, jego ojca Seweryna i matki Jadwigi. Barykowie, ze względów finansowych osiedlają się w Baku w Rosji. Są to jednak ludzie oddani ojczyźnie i przepełnieni tęsknotą za nią. Postanawiają zatem, pielęgnować polskość w swoim jedynym synu. Na obczyźnie wiedzie im się dobrze, do momentu, aż pan Seweryn nie wyrusza na wojnę, spełnić swój obywatelski obowiązek. Wówczas rodzinna idylla zostaje przerwana. Czarek wraz z matką odprowadza go na statek, a później zmienia się w zupełnie innego człowieka. Nie odczuwa żalu z powodu wyjazdu ojca, zamiast tego cieszy się daną mu teraz swobodą. Całe wakacje włóczy się z chuliganami, później w szkole wchodzi w konflikty z nauczycielami i wagaruje. Nie zwraca zupełnie uwagi na to, co wtedy czuje jego matka. Na to jak o niego drży i nieudolnie stara się zatrzymać go w domu, a gdy śpi czuwa nad jego łóżkiem. Już w tym miejscu Żeromski prezentuje główne cechy Jadwigi jako matki. Jest troskliwa, oddana, kochająca. Syn jest jej oczkiem w głowie i jedynym sensem istnienia, poza tym głównym punktem scalającym jej małżeństwo. Warto wspomnieć tutaj, iż Jadwiga nie chcąc sprzeciwiać się rodzicom wyszła za człowieka, którego nie kochała. Pozostała mu mimo tego lojalna i oddana. Powracały do niej jednak myśli o niespełnionej miłości do Szymona Gajowca, zwłaszcza wtedy, gdy ponosiła klęskę, jako matka, nie umiała radzić sobie z synem i jego upodobaniami komunistycznymi. Cezary ranił ją, a ona mimo tego wciąż okazywała mu miłosierdzie i była zdolna do największych poświęceń by zapewnić mu jak najlepszą egzystencję. Kiedy Czarek doznaje „przebudzenia” jest za późno, jego matka już ciężko podupadła na zdrowiu wykonując przymusowe roboty. Syn, chce jej teraz pomóc, udaje mu się jednak jedynie zorganizować krótki pobyt w szpitalu, a gdy kobieta umiera – pochówek w pojedynczej mogile. Po jej śmierci młody Baryka po raz pierwszy doznaje poczucia samotności i tęsknoty. Często odwiedza jej grób, tłumacząc umarłej zawiłości rewolucyjnej ideologii.

Zwrot akcji następuje, gdy Cezary podczas pracy przy uprzątaniu zwłok, po wojnie ormiańsko-tatarskiej, spotyka swojego, tak dawno zaginionego ojca. Seweryn Baryka mówi mu, że przybył, by odnaleźć rodzinę. To, co widzi, nie sprzyja jednak optymizmowi. Jego syn żyje w skrajnej nędzy, żona zaś spoczywa w grobie. Od tej pory jedynym celem Baryki staje się nakłonienie Czarka na wyjazd do Polski. By go zachęcić opowiada mu fikcyjną historię o kuzynie lekarzu-wynalazcy, który buduje w Polsce szklane domy, będące fundamentem nowej, pozbawionej problemów społecznych i ekonomicznych cywilizacji. Opowieść przynosi oczekiwane skutki, Cezary zachęcony wizją lepszego świata i pełen szacunku dla ojca, wyrusza wraz z nim w podróż do ojczyzny, Sewerynowi nie udaje się jednak dotrzeć do celu. Tuż przed granicą umiera. Kiedy chłopak staje na ojczystej ziemi, uświadamia sobie, że cała historia o szklanych domach, była zmyślona. Mimo to nie ma tego ojcu za złe, rozumie, iż okłamał go z miłości do niego i ojczyzny. Barykowie na pewno byli ludźmi, dla których los syna był rzeczą najważniejszą. Oboje gotowi byli do wszelkich poświęceń dla jego dobra. Żeromski szerzej prezentuje tutaj obraz matki, sądzę jednak, że ojcu tak samo zależało na Czarku, musiał on jednak porzucić rodzinę, dla służby wojskowej. Istotną kwestią pozostaje postawa Czarka, jako syna. Uważam, że mimo swoich dosyć kontrowersyjnych poczynań, kochał obojga rodziców i chciał ich dobra. Rodzinę Baryków definitywnie można uznać, za przykład rodziny tragicznej, której bohaterowie mimo darzenia się wzajemną miłością ponoszą klęskę.

Specyficzny obraz rodziny prezentowany jest też przez Sławomira Mrożka w jego dziele, pt. „Tango”. „Tango” przez znawców literatury nazywane jest komedią rodzinną, która ośmiesza obyczajowość i konwencje panujące w domu Stomila i Eleonory – symbolizującym miniaturę całego społeczeństwa. Stomil starał się zaimponować „wybrykami” młodości synowi, uzyskać jego wdzięczność za „wyzwolenie”. Reakcja Artura zupełnie odbiegała jednak od jego oczekiwań. Chłopak buntował się przeciw chaosowi, brakowi zasad i wykroczeń. Krytykował to, że jego rodzice, chcąc dać innym prawo do wolności, stworzyli jedynie „moralny przymus do niemoralności”. Poza tym był rozgoryczony tym, że swoim postępowaniem odebrali mu możliwość buntowania się, bo nie ma niczego, przed czym mógłby się buntować. Mówił: „Buntować się przeciwko wam? A kto wy jesteście? Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji. Waszego świata już nie można nawet rozsadzić. Sam się rozlazł.” Stomil i Eleonora chcąc uratować resztki buntowniczej natury syna, proponowali mu by wyrażał swój protest przez sztukę. Artur nie był jednak ku temu skłonny, chciał być lekarzem. Wreszcie postanowił przywrócić porządek w rodzinie i stworzyć wszystko na nowo. „Rewolucję” rozpoczął od propozycji ślubu złożonej Ali i rozmowy z ojcem, na temat obecności w ich domu, Edka – sypiającego z Eleonorą. Stomil wyłożył mu wówczas swoją teorię na temat swobody seksualnej, jako warunku wolności człowieka. Nie przekonywały go nawet obelgi kierowane pod jego adresem z ust syna. Kiedy Artur dał mu pistolet by mógł „rozprawić” się z Edkiem, ten zarzucił mu, że jest gotów poświęcić nawet jego dla osiągnięcia własnych celów. Życie rodziny zmienia swój bieg, kiedy Artur postanawia ożenić się z Alą. Bohaterowie stają się typowymi konwencjonalistami. Eleonora, jak każda matka wzrusza się na wieść o ślubie dziecka, uznaje też swojego syna za ideał oryginalności: „to pierwszy człowiek z zasadami od 50 lat” – mówi. Artur natomiast upija się i pada na kolana przed ojcem, prosząc go o wybaczanie, za wszystkie swoje działania. Następnie oświadcza, że od teraz będzie władał nad życiem i śmiercią bliskich, bo władza jest formą buntu, której pragnął. W rezultacie prowadzi go to do śmierci z rąk Edka. Kiedy Artur umiera, Stomil stwierdza: „Chciał zwyciężyć wszystkojedność i bylejakość. Żył rozumem, ale zbyt namiętnie. Za to zabiło go uczucie, zdradzone przez abstrakcję”

Cały utwór nie prezentuje dosłownie uczuć łączących syna i rodziców. Dostrzegamy jedynie, że ani Eleonora nie była prawdziwą matką, ani Stomil prawdziwym ojcem. Przez ich obsesyjne przywiązanie do pseudo-wolności, stracili oni więź z synem, a ich system wartości uległ destrukcji. Brak tu wielkiej, rodzicielskiej miłości i troski. Przezywcięża je chęć ukształtowania dziecka na swoją podobiznę, mimo, że ono tak bardzo się przed tym buntuje. Artur też nie prezentuje szczególnej dbałości o stosunki z rodzicami. Tak jak oni, zaślepiony jest własnymi celami. Niby chce działać dla dobra całej rodziny, ale gubią go zastosowane, zbyt radykalne środki. Artur, tak jak jego rodzice „wypłukany” jest z wyższych uczuć, jednym wyjątkiem jest jego miłość do Ali. W konsekwencji ponosi jednak klęskę. Umiera, jako bohater tragiczny, rewolucjonista, osamotniony w rodzinie, pozbawiony szacunku dla własnych rodziców.

Relacje występujące między rodzicami i dziećmi, tak samo jak w życiu, w literaturze są bardzo złożone. Ponieważ rodzina jest nieodłącznym elementem życia każdego człowiek, nie sposób wyczerpać tego tematu. Istnieją rodziny wzorcowe, jak ta ukazana w Biblii, istnieją tragiczne, w których mimo niesprzyjających okoliczności wygrywa zawsze miłość. Dla podsumowania mojej wypowiedzi pozwolę sobie przytoczyć słowa Krystyny Siesickiej, autorki popularnych powieści dla młodzieży: „Rodzina jest czymś szalenie ważnym. W życiu spełnia ona ogromną rolę, o czym niestety, często się zapomina. Rodzice są zbyt zajęci. To dobrze, że młodzi ludzie dzisiaj mają szansę, aby realizować się zawodowo, ale często odbija się to na relacjach między nimi, a dziećmi. Dzieci zaczynają stawiać wymagania, chcą, by spełniać ich zachcianki i kaprysy, zapominają, że rodziców trzeba kochać, a nie tylko zaglądać im do portfela. Wydaje mi się także, że zbyt daleko posunięte koleżeńskie, partnerskie układy pomiędzy dziećmi i rodzicami nie są korzystne. Koleżanek mamy mnóstwo, rodziców tylko jednych. Często docenia się to dopiero, kiedy ich już nie ma, kiedy jest za późno […]”.